czwartek, 17 stycznia 2013

Fasolka po bretońsku

Dziś na obiad była fasolka po bretońsku, która wszystkim bardzo smakowała. Zalałam wczoraj wodą opakowanie fasoli "piękny Jaś" (musi się moczyć minimum 12 h). Ugotowałam ją w tej samej wodzie z dodatkiem liścia laurowego i ziela angielskiego, aż zrobiła się miękka (około 1-1,2 h). Dodałam drobno pokrojony boczek, kiełbaskę i cebulę (nie smażyłam ich, żeby było trochę lżej; małym bobasom, które zaczynają przygodę z BLW lepiej dorzucić kawałek drobno posiekanej pieczeni zamiast kiełbasy i boczku), koncentrat pomidorowy oraz doprawiłam słodką papryką i ziołami prowansalskimi (bo nie miałam majeranku). Dorośli oczywiście dostali porcję lekko posoloną.



Mama, oddaj miskę!
                                                     


Duduś dostaje czasem swoją porcję na tacce zamiast na talerzyku, bo ostatnio namiętnie rzuca jedzeniem i, o zgrozo, całą miską. I całkiem daleko udaje mu się rzucić... ceratka na podłodze niewiele pomaga. A jak mamusia mówi "Nie wolno rzucać! Ładnie jemy! Mniam, mniam!", Duduś kręci energicznie głową na nie, a następnie ukazuje swoje wszystkie sześć zębów w szerokim uśmiechu i na ziemi ląduje kolejna porcja jedzenia. A ja sobie potem zdrapuję z podłogi, ścian i mebli kleksy z kaszki...


Duduś ćwiczy, aby w przyszłości zostać dyskobolem.

2 komentarze:

  1. Hehehehe mały dyskobol . Znam to ; a miało być z każdym miesiącem mniej bałaganu , a jest więcej :-). Ale mam smaka na dasolke :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dzieciaki coraz dalszy zasięg mają w rzucaniu jedzeniem i coraz większy obszar trzeba sprzątać... Może wstawić krzesełko z dzieckiem pod prysznic i zasłonić zasłonkę a po pół godzinie przyjść tylko wyciągnąć bobasa i zlać wszystko wodą ;-D. Już mi się czasem zdaje, że pół życia spędzam na szorowaniu fotelika i maty na podłodze...

      Usuń